Mogę cię złowić nawet na polu ryżowym

Jako mieszkaniec krajowego bieguna zimna, zawsze zazdrościłem wędkarzom muchowym z południa Polski. Bo zanim u nas na Podlasiu zejdą lody (a jak pokazał ten sezon może się to optymistycznie przytrafić i w kwietniu ;-)), to u nich sezon pstrągowy jest już w pełni. Kiedy my zaczynamy młócić nasze rzeki streamerem, oni łowią już sobie subtelnie na suchą i mokrą muszkę. Wreszcie gdy wydaje się, iż już zaraz, za chwileczkę i nam się taka radość przytrafi, nasze rzeki zamieniają się w … pola ryżowe. Trzcina, grążele, moczarka i wszelkiej maści inne zielone „paskudztwo” bujnie wystrzela z dna rzek i strumieni płynących przez nizinne tereny na północy kraju.

Pół biedy jeśli na naszej rzeczce znajdziemy jakiś, najkrótszy nawet odcinek leśny. Tam zwykle szybsze prąd wody i zacienienie powodują, iż jak mawiają na Podlasiu „habaź” nie rośnie tak bujnie. Ale nie zawsze będzie nam to dane. A nawet jeśli takie fragmenty rzeki czy strumienia są, to zwykle poddane są największej presji wędkarskiej. Bo polski wędkarz muchowy jest zwykle istotą leniwą i raczej podświadomie wybiera do wędkowania miejsca „lekkie, łatwe i przyjemne”, nie zaś tytułowe pola ryżowe – czytaj: łąkowe odcinki cieków pstrągowych. I wcale nie zamierzam wyprowadzać ich tym tekstem z błędu. Panowie, obławiajcie sobie nawet setny raz tego dnia podmycie pod zwalonym drzewem, czy rynnę pod korzeniami nadbrzeżnych krzaków. Na zdrowie. Ja wiem, że to takie miłe i takie „pstrągowe”. Woda wesoło omywa nasze najnowsze „Simmsy”, słońce nie pali w „czachę”, a my setny już raz bezskutecznie lokujemy naszą muchę w obłowionej już wcześniej przez tuzin wędkarzy miejscówce. Nawet jeśli w miejscu takim ostał się jakiś pstrąg, to ilość sztucznych przynęt, którą dziennie ryba jest zmuszona oglądać, powoduje u niej odruch wymiotny na widok kolejnej, najpiękniejszej nawet sztucznej muchy.

Nie trzeba być Seneką muszkarstwa, aby znaleźć związek przyczynowo skutkowy pomiędzy ilością ryb w danym miejscu a jego dostępnością. Czym trudniej do danego miejsca wędkarzowi dotrzeć, tym większa szansa że coś się jeszcze w niej uchowało. Zwłaszcza, iż przypominam, że mamy do czynienia z mocno zaawansowanym sezonem, bo za taki należy uznać lipiec i sierpień. A właśnie chyba najlepiej „bronionymi” przed wędkarzami odcinkami rzek we wspomnianym okresie są odcinki łąkowe. Co powoduje, iż łowienie „potokowców” w pozornie chyba najbardziej „nie pstrągowym” otoczeniu może nam przynieść tak rewelacyjne wyniki? Jest wiele przyczyn dla których „mroczny obiekt naszego pożądania” zajmuje stanowiska na odcinkach rzek, gdzie mniej doświadczony muszkarz spodziewałby się raczej klenia lub jazia, lub co najwyżej szczupaka, a nie kropkowanego władcy bystrych górskich potoków. Wbrew pozorom woda na fragmentach łąkowych nie koniecznie, pomimo niewielkiego uciągu, musi być cieplejsza niż w górskim strumieniu. Najczęściej ciek w którym bytują pstrągi posiada dość liczne źródliska, które bardzo pozytywnie wpływają na termikę wody. Pamiętam masowe śnięcia ryb na Sanie spowodowane utrzymującymi się wysokimi temperaturami powietrza, podczas gdy łąkowe rzeki północnej Polski znakomicie sobie w tym samym czasie z tym problemem poradziły!

Jak zimna potrafi być woda w takich małych rzeczkach, niech świadczy przygoda moich Kolegów sprzed wielu, wielu lat. Łowiliśmy wówczas pstrągi w dorzeczu Błędzianki w Puszczy Rominckiej. Był sierpień, a pogoda zachęcała w dzień raczej do kąpieli, niż do przedzierania się z wędką w dłoni przez bezkresne łaty trzcin i pokrzyw. Tak więc zanim przystąpiono do „eksterminacji” pstrągów, moi Przyjaciele zapragnęli pomoczyć się trochę w wodach uroczego wówczas dopływu Błędzianki, Żytkiejmskiej Strugi. Ot, takie niepozorne 2 metry wody wijące się przez pola i olchowe zagajniki. Podczas gdy kilku jeszcze ściągało swój wędkarski przyodziewek, pierwszy śmiałek wskoczył w otchłań metrowej „głębiny” na zakręcie. Jakież było zdziwienie Kolegów stojących na brzegu, gdy jegomość ten wykonał coś na kształt odbicia się od powierzchni rzeczki, niemal zupełnie unikając kontaktu z wodą! Okazało się, iż rzeczka prowadzi tak zimną wodę, iż wejście do niej trzeba by chyba było poprzedzić pobytem w saunie, a na to pośród sierpniowego skwaru nikt ochoty jakoś nie wyraził… 🙂

Inna przyczyna dla której pstrągi często obierają swoje stanowiska na odcinkach łąkowych jest mnogość kryjówek. Tak, tak Drogi Czytelniku. Nie pukaj się znacząco w czoło i nie myśl, że biedny Lisowski dostał udaru nad jedną ze swoich ulubionych rzeczek. Porzuć raczej schematy, według których kryjówka pstrąga może znajdować się jedynie za kamieniem, zwalonym drzewem czy w korzeniach nadbrzeżnych krzaków. W łąkach „potokowce” znajdą znacznie głębsze miejsca, zaś gęsto porastająca koryto roślinność daje znakomite kryjówki. Na pierwszy rzut oka aż nie chce się wierzyć, iż ryba może przebywać w gęstych łanach moczarki i innej maści roślinności, której przynależności gatunkowej nawet nie śmiem odgadnąć. Jednak bardzo często ryby zajmują stanowisko pod parasolem roślinności, który układa się na powierzchni wody, tworząc zacienione, wolne od zielska „kieszenie” w warstwie przydennej. Patrząc z góry wydaje się, iż praktycznie całe koryto rzeki jest zarośnięte, jednak jest to tylko nasze, mylne dodajmy, wrażenie. Powierzchnia jest wprawdzie niemal doszczętnie pokryta roślinnością, jednak pod nią jest naprawdę sporo wolnego od niej miejsca. Gdzie jednak w takim wypadku łowić, zapytasz Drogi Czytelniku? O tym przeczytasz dalej, jeśli jeszcze nie zniechęciły Cię moje wywody.

Wreszcie ostatnią przyczyną dla której pstrągi często „wolą” odcinki łąkowej, jest dostępność pokarmu. Wolny nurt tych fragmentów rzek znacznie bardziej sprzyja bytowaniu większości gatunków ryb, które stanowią pokarm dużych „potokowców”. Już nie tylko zamieszkujące śródleśne bystrza strzeble, ślizy i głowacze, ale także ukleje, płocie czy okonie, oczywiście w młodszych stadiach swojego życia, stają się ofiarami kropkowanych drapieżców. Wolniejszy nurt daje także większe szanse rozwoju całej gamie owadów wodnych, takich jak chruściki, czy larwy jętek. Tu przerwę, bo specjalistą od „robactwa” nie jestem a temat wydaje się być na tyle intrygujący, iż może stanowić materiał do poważnego artykułu w przyszłości. Pamiętajmy jednak, iż na owadach wodnych i rybach pokarm „potokowców” się nie kończy. Wręcz przeciwnie! Właśnie docieramy do sedna sprawy, to jest grupy organizmów najistotniejszych z punktu widzenia muszkarza, który chce się zmierzyć z letnim łąkowym „kropkowańcem”. Chodzi o organizmy lądowe. Nikogo w naszym kraju nie zamierzam przekonywać do łowienia na muchę imitująca kreta, czy nornicę, choć jak wiemy są na tym świecie szczęśliwcy, którzy takich przynęt używają. Obfite letnie deszcze potrafią wypłukać z brzegów liczne dżdżownice, które na południu imitowane są przez nimfowego „killera”, czyli popularną „glajchę”. Na północnych łąkach jednak ponownie możemy uznać ten rodzaj pokarmu pstrąga za zupełnie pozbawiony znaczenia z punktu widzenia muszkarza. Zatem co z tego co spada do wody będziemy za pomocą naszych muszek imitować? Najpopularniejszą muchą będzie wszystko co przypomina konika polnego, potem cała gama żuków, chrząszczy i innych gąsienic.

Więc na jaką muchę łowić? Ponownie proszę o cierpliwość – o tym troszeczkę dalej. Przez wiele lat mój sezon pstrągowy kończył się dla mnie praktycznie wraz z ostatnimi wylotami jętki majowej, czyli w pierwszej dekadzie czerwca. Teraz z niecierpliwością czekam na nadejście sierpnia, który obok pierwszych wiosennych roztopów i czasu wspomnianej majówki, jest dla mnie najlepszym okresem do połowu naprawdę dużych „potokowców”. Nie zrażają mnie zarośnięte koryta rzek, lejący się z nieba żar i miliony komarów oraz inszej maści insektów. Z tym wszystkim możemy sobie poradzić, a nagrodą będzie tłusty letni „potokowiec” na naszym podbieraku. Który oczywiście po krótkiej sesji zdjęciowej odpłynie wolny do swojej kryjówki i za kilka miesięcy wyda na świat nowy rocznik swoich współbraci. Tak więc do dzieła. Zacznijmy od sprzętu. Będziemy łowić głównie na suchą muchę i czasami na lekką nimfę, lub „pupę”. Nasz zestaw będzie się trochę różnił od klasycznego. Zacznijmy od wędki. Muchówka powinna być mocniejsza, niż ta z którą przywykliśmy wybierać się na połów przy użyciu suchej muchy w rzekach południa. Polecam wędki dość sztywne, o szybkiej akcji w klasie AFTM 5 lub 6. Długość to minimum 2,75 m, a jeśli mamy „kijek” 3-metrowy to też w niektórych przypadkach może się on nam przydać. Wprawdzie ciężko jest znaleźć na rynku tak długie wędki o wymienionej powyżej charakterystyce, ale „sprzętowcy” coś tam zapewne wyszperają. Osobiście najczęściej łowie na 9-stopową wędkę Sage TCR AFTM 5. Dlaczego namawiam do stosowania raczej dłuższego kija? Na rynku dostępna jest cała gama muchówek o długości 2,4 m lub nawet krótszych i one zdają się być, na pierwszy rzut oka stworzone do wędkowania w mniejszych „ciurkach”. Odpowiem opisując pewne doświadczenie jednego z moich klubowych Kolegów.

Dawno temu, w początkach naszej pstrągowej pasji, czyli gdzieś na przełomie ostatniej dekady ubiegłego wieku (jak to brzmi :-)!) wybrał się On na ryby ze spinningiem na słynącą wówczas z ogromnej liczby pstrągów rzeczkę Łosośna. Ale ryby na spinning nie brały. A nie brały, bo zajęte były zbieraniem z powierzchni wody chruścików. Następnego dnia w tajemnicy przed wszystkimi Kolega wrócił nad wodę z muchówką. Kierował się zasadą: mała rzeka – krótka muchówka. Oczywiście ponownie, pomimo że woda gotowała się od zbierających ryb, nie był w stanie nic złowić. Kijek 2,1 m uniemożliwił mu dość skutecznie podanie muchy w pobliże któregokolwiek z żerujących „kabanów”. A bo to krzaki, a to znowu trzciny, lub nachylające się nad wodę trawy. Jak sam mi po jakimś czasie przyznał, czuł się jak idiota próbujący rzucać linka z ręki! Tak więc nie bójmy się wziąć ze sobą na letnią pstrągową wyprawę kija nieco dłuższego, niż polecają „fachowcy”. Piszę w cudzysłowie, gdyż doradcy ci zapewne nigdy pstrągów na muchę w ekstremalnych letnich warunkach północnej Polski nie łowili. Inną cechą charakterystyczną wędki, którą musimy brać pod uwagę dobierając ją do łowienia w silnie zarośniętych ciekach, jest jej akcja. Wspomniałem już, że preferuję muchówki mocne o szybkiej akcji. Przyznam się, iż nie jest to mój pierwszy wybór przy każdej wyprawie wędkarskiej. Kolejny raz dobór „kija” determinowany jest przez warunki w których zamierzamy łowić, a nie przez temperament łowcy. Letnie łowienie wymaga od nas bowiem krótkiej i skutecznej „rozprawy” z rybą. Muszkarzom z południa ciężko będzie zapewne uwierzyć, ale bardzo często po zacięciu, trzeba zatrzymać rybę na dosłownie kilkudziesięciu centymetrach wody! Hol musi być siłowy, czego osobiście nie lubię, ale zmuszają nas do niego ogromne ilości zielska, w które ryba po daniu jej jakiegokolwiek luzu nie omieszka się zaplątać. Oczywiście możemy zastosować „technikę” polegającą na żmudnym wyplątywaniu pstrąga z kolejnych kęp moczarki czy grążeli, ale osobiście „szef kuchni” tego nie poleca. Wcześnie czy później ryba albo porwie nam żyłkę, albo zwyczajnie wypnie się z haka. Czyli sprawę wędki mamy już omówioną. Teraz czas na kołowrotek.

Tu kwestia jest prosta i jest tylko jeden warunek. Kołowrotek musi być! Przynajmniej w tym punkcie nie będę uprawiał żadnej filozofii. Zwyczajna przyzwoita „kręcioła”, bez żadnych szpul zapasowych, ale za to z przyzwoitym hamulcem. Wprawdzie odgłos jego pracy będzie zazwyczaj oznaczał, iż słyszymy zapowiedź naszej zbliżającej się klęski, ale lepiej go mieć, niż na siłę zwiększać szansę pstrąga na zerwanie przyponu. Oczywiście kołowrotek typu „large arbor”, ale to już w obecnych czasach jest chyba standard.

Napisałem, iż nie będziemy potrzebowali zapasowych szpul i jest to szczera prawda. Bowiem łowiąc latem ograniczamy się praktycznie do zastosowania jednej linki – pływającej. Podobnie jak w innych wypadkach osobiście preferuję sznury typu WF, gdyż ułatwiają one rzucanie linką muchową. Ekstremalne warunki na brzegu i w wodzie często będą od nas wymagały zastosowania rodzajów rzutów, o których najodważniejszym teoretykom tej materii się nawet nie śniło! Zwykle będziemy operować dość krótką linką i dzięki zastosowaniu sznura WF nasza dość sztywna wędka ma szansę trochę choć popracować… Jest to swojego rodzaju kompromis, który musimy osiągnąć dobierając parametry wędki i linki. Kolor linki nie ma większego znaczenia. Przynajmniej z punktu widzenia ryb :-). Natomiast my powinniśmy dobierać go w ten sposób, aby nie mieć podczas łowienia problemów z jej obserwacją na powierzchni wody. Czasami, choć w bardzo specyficznych przypadkach, może się nam to przydać. Osobiście stosuję linki w kolorach żółtym i pomarańczowym. Aha, i jeszcze jedna uwaga. Absolutnie odradzam łączeniu linki z przyponem za pomocą różnych dziwnych pętli, łączników czy innych wynalazków. Oczywiście są obecnie dostępne na rynku linki zakończone fabrycznie pętelką wykonaną z jej powłoki i takie sznury mogę polecić. Jeśli chcemy zastosować tradycyjnie zakończoną linkę, to i jej połączenie z przyponem powinno być tradycyjne. A opisali je w swoich książkach „Wędkarstwo Muchowe” mądrzejsi ode mnie. Zwracam na to uwagę, aby nad wodą nie przeżywać niepotrzebnych frustracji związanych z chlapaniem końcówką linki o wodę i obserwacją fal wywołanych przez grzbiety zwiewających w popłochu pstrągów. Ale o tym w dalszej części tego tekstu…

Ważną częścią naszego wyposażenia będą długie oddychające spodnie – śpiochy. Pomimo że rzeki na których będziemy łowić są dość mikrych rozmiarów, to jednak bardzo często poruszać się będziemy brodząc, lub aby oddać celny rzut będziemy musieli wejść do wody. Unikniemy też dodatkowej atrakcji, którą jest miazga ślimaczo-robaczana, którą zawsze znajdowałem na w środku moich woderów – biodrówek na koniec letniego łowienia. A niech sobie stworzonka jeszcze pożyją, a nie kończą swój żywot w smrodzie naszych przepoconych skarpetek… Resztę naszego ubioru stanowić będzie lekka oddychająca odzież. Czyli pod śpiochy nakładamy możliwie lekkie spodnie typu „kalesony style”, cieniuteńka koszula z koniecznie długim rękawem, czapka z daszkiem i kamizelka. Ogólna zasada brzmi – czym lżejszy będzie nasz przyodziewek, tym bardziej komfortowo będzie nam się łowiło. Zapewniam, iż tropikalny nieraz letni skwar i przedzieranie się przez iście wietnamskie oczerety zapewnią nam „niezapomniane” doznania, więc nie pogarszajmy jeszcze swojej i tak nie najlepszej sytuacji, pakując się gumowe spodnie, polary, kurtkę przeciwdeszczową i skórzany kapelusz na głowę. I wreszcie ostatnie dwa elementy naszego ekwipunku. Pierwszy to dobrej jakości polaroidy z jasnymi „szkłami”. Cudzysłów jest jak najbardziej na miejscu, gdyż obecnie najczęściej spotkamy na rynku okulary polaryzacyjne gdzie szkła zastąpiono plastikiem i w sumie takie rozwiązanie mogę polecić. Nawet nasz nos odczuje różnicę tych kilku gramów po całodziennym wędkowaniu! I wreszcie podbierak. Ja wiem, że obecnie narzędzie to w pewnych kręgach polskich muszkarzy nie jest „trendy”. No cóż, takich Panów nie zapraszam na sierpniowe pstrągi na północ naszego kraju. Tutaj podbierak o szerokim wlocie jest jak parasol podczas deszczu! Walka z rybą jest bowiem bardzo siłowa i dynamiczna. Nie ma czasu na jej męczenie i podprowadzanie do ręki. Zresztą nawet najbardziej zdecydowany hol nie uchroni nas przed częstym zaplątaniem się pstrąga w rzeczną roślinność. I wówczas podbierak będzie jedyną naszą szansą na szczęśliwe zakończenie zmagań. Nosimy go przymocowanego do pleców kamizelki, a nie przy pasku, czy gdzieś tam jeszcze. Inaczej zamiast nam pomagać, stanie się on wdzięczną maszynką do zaplątywania się w trzciny na brzegu i wodorosty w wodzie.

Skoro sprzęt mamy już „z głowy”, pora przejść do „konika” naszego Naczelnego, zwanego Jerzym „z naczelnych” :-). Magiczne słowo – zestaw! Gdyby mógł stworzył by zapewne niezależny tytuł w prasie muszkarskiej poświęcony zestawom. „Zestaw Polski”, „Świat Zestawów”, „Sztuka łowienia na zestaw”…:-) No to pożartowaliśmy sobie, więc czas na konkrety. Linka już jest, więc pozostał nam przypon i muchy. Jak wygląda przypon muchowy każdy wie, więc ten temat pominę. Dodam jedynie, że nie jestem zwolennikiem gotowych przyponów dostępnych na rynku, pracowicie wiążąc go z 4-5ciu fragmentów żyłki. Taki już ze mnie konserwatysta. Konkretnych rodzajów żyłki nie będę polecał, gdyż nie chcę być posądzony o reklamowanie któregoś z producentów. Zresztą ostatnimi czasy mam nieodparte wrażenie, iż kiedy nie wejdę do sklepu wędkarskiego, zawsze znajduję inne rodzaje żyłek. Znaczy się zwykle żyłka jest ta sama i pochodzi od producenta „made in China”, ale konfekcjonowana jest na coraz to nowych szpulkach o coraz to bardziej marketingowych nazwach typu „Mega Przepotężna Strong Power Fishing Line”. Cóż, pozostaje nam metoda prób i błędów, lub zaopatrywanie się w specjalistycznych sklepach muszkarskich. Jak jednak wielka ich liczba w kraju pomiędzy Odrą i Bugiem się znajduje, nikomu nie trzeba tłumaczyć.

Przechodząc do rzeczy napiszę tak: żyłka na przypony powinna być mocna, mało rozciągliwa i przekrój najcieńszego odcinka przyponu nie powinien być mniejszy niż 0,18 mm. Mam Kolegów, którzy łowią jeszcze „brutalniej” i stosują końcówki przyponu o grubości nawet 0,22 mm. I nie zauważyłem aby liczba brań, które notują odbiegała od średniej krajowej. Dość istotna kwestia pozostaje długość przyponu. Osobiście, chyba ze względu na „streamerowe” ciągotki, zawsze mam tendencje do maksymalnego skracania przyponu. Przy letnim powierzchniowym łowieniu trzeba jednak kolejny raz wykazać się sztuką kompromisu. Z jednej strony wydłużenie przyponu jest wskazane ze względu na płochliwość ryb stojących nierzadko parę centymetrów pod powierzchnią wody. Ale z kolei jego skrócenie pozwoli nam uzyskać lepszą celność rzutów. A najczęściej bywa, iż muchę musimy ulokować dosłownie na kilkudziesięciu centymetrach kwadratowych lustra wody wolnego od zielska. I bądź tu człowieku mądry! Aby pogodzić obie te tendencje stosuję … przypon o klasycznej długości do metody suchej muchy, czyli długości wędki. Co wcale nie znaczy, iż jeśli mamy odcinek wolnej od roślinności wody o szczególnie powolnym przepływie, nie należy długości zestawu zwiększyć. Trzeba zwyczajnie reagować elastycznie. W moim zestawie ostatni fragment przyponu jest zawsze dłuższy od pozostałych. Po pierwsze częściej go skracamy zmieniając muszki. Drugi powód, to moje wewnętrzne przekonanie, iż wszelkie węzły na przyponie powinny lądować na wodzie jak najdalej od żerującej ryby. Może przesadzam z tą ostrożnością, ale jak mawia mój Tata „strzyżonego Pan Bóg strzyże”…

Łowiąc latem musimy zwracać szczególnie baczną uwagę właśnie na końcówkę przyponu. Jeśli zauważymy, iż została ona w jakikolwiek sposób uszkodzona, o co przecież nie trudno gdy łowimy na tytułowym „polu ryżowym”, natychmiast musimy ją zmienić. Już uszy mnie bolą od słuchania opowieści o ogromnych rybach, które zerwały muchę właśnie przez to, że wędkarz zapomniał zmienić końcówkę przyponu po tym jak wcześniej tarmosił muchę powieszoną na trzcinach. Zresztą sam też tu muszę uderzyć się w piersi. Wszelkie uszkodzenia, skręcenia przyponu to sygnał do natychmiastowej wymiany danego odcinka żyłki. Przypominam, iż sponsorem tego tekstu jest literka „s”, od słowa „siłowo” – taki jest styl holu ryby zaciętej w lipcu czy sierpniu na małej zarośniętej rzeczce! Niewątpliwie jedną z przyczyn dla których letnie łowienie pstrągów tak bardzo mnie wciągnęło są stosowanym muchy. Podczas gdy nasi Koledzy z południa ślepią się wypatrując swoich „drobinek” spływających powierzchnią Sanu czy Dunajca, my mamy w tym względzie pełen komfort. Letniej muchy pstrągowej doprawdy ciężko jest na powierzchnia rzeki nie zauważyć.

Wcześniej wspomniałem o organizmach, które to mają tendencję, najczęściej wbrew własnej woli, w wodzie się znaleźć. I właśnie ich imitacje będziemy stosować, wyprawiając się na letniego pstrąga. Przynęta numer jeden to mucha naśladująca konika polnego. Jak takie dziwo może wyglądać i jak je ukręcić, znajdziecie na łamach tego numeru. Na drugim miejscu listy przebojów znajdują się żuczki z pianki, często wyposażone w gumowe odnóża. Ostatnie miejsce na podium zajmują stymulatory, wielkie muszyska „z twarzy podobne do zupełnie nikogo”. Co wcale nie oznacza, że nie połowimy na np. ogromne imitacje chruścików! Bardzo rzadko, ale zdarza się, iż sięgamy także po lekkie nimfy, albo „pupy”. Podstawową cechą wspólną wszystkich wymienionych rodzajów much jest ich wielkość. Nie bójmy się wykonać imitacji na haczykach o numerach 2-6. Drugą istotną sprawą w przypadku muchy suchej jest jej pływalność. Musi być ona niemal idealna. Często nie mamy miejsca na zbyt wiele pustych wymachów osuszających naszą muszkę. Przyczyna? Patrz tytuł tego tekstu. To z kolej determinuje materiały jakich do wykonania imitacji będziemy używać. Wszystko co nie tonie. Czyli wszelkiej maści pianki, CDC, dobrej jakości pióra koguta (najlepiej genetyczne), zimowa sierść sarny, kawałki szkła i bardzo małe kamienie (te dwa ostatnie to oczywiście żart, ale kto oglądał „Sens Życia” Monthy Pythona i pamięta scenę sądu nad czarownicą, ten zrozumie :-)).

Nie zaliczam się do wybitnych „krętaczy”, ba nie jestem nawet takim sobie konstruktorem sztucznych much, więc pozostawię tu pole do popisu dla kogoś bardziej godnego w przyszłości, bo temat wydaje się być wręcz niemożliwy do wyczerpania! Próbkę tego, co należy przywiązać do końca naszego przyponu znajdziecie podczas lektury innej części tego wydania naszego pisma. Bądźcie spokojni, nie przeoczycie! Obowiązuje tu bowiem zasada śp. Frediego Merury: „The biger, the better. In everything” (Czym większy, tym lepszy. We wszystkim) 😉 Śmiechem, żartem, ale maksyma ta dotyczy nawet wielkości … samego wędkarza! Przykro mi to stwierdzić, zwłaszcza jako osobnikowi który w dowodzie osobistym ma wpisany wzrost „wysoki”, ale konusy raczej będą miały zadanie na naszym „polu ryżowym” utrudnione. Tu demokracji nie ma! Jak już wspomniałem, bardzo często łowimy brodząc, lub przynajmniej wchodzimy do wody aby oddać rzut. Rzeczka, która w w pierwszych miesiącach sezonu pstrągowego nie grzeszyła głębokością nagle, po pojawieniu się w jej nurcie ton roślinności, zaczyna toczyć naprawdę głęboką wodę. W miejscach gdzie jeszcze w maju spokojnie można było brodzić nawet w woderach – biodrówkach, nagle okazuje się że nie możemy swobodnie poruszać się nawet w sięgających do piersi „śpiochach”. Ale o to właśnie w tym wszystkim chodzi! Wysoka woda powoduje, że pochowane dotychczas po niedostępnych kryjówkach pstrągi zajmują stanowiska w miejscach gdzie jesteśmy im w stanie zaprezentować sztuczną muchę. Dodatkową „atrakcją” takiego łowienia brodząc, są metry sześcienne zielska, które zmuszeni jesteśmy często pchać przed sobą. Oczywiście nie zaszkodzi czasami oczyścić się z tego całego „dobytku”, inaczej możemy spowodować podtopienia okolicznych łąk i osiedli… Jak się już zapewne drogi Czytelniku domyśliłeś, będziemy łowić poruszając się pod prąd. Od tej reguły w zasadzie nie ma odstępstw. Każda próba poruszania się z prądem rzeki spowoduje przepłoszenie nawet najbardziej ufnie żerujących ryb. Zwyczajnie zbyt wiele uczynimy na brzegu hałasu. Brodzenie z prądem to już zupełna porażka – zielsko które pchalibyśmy idąc pod prąd, teraz spłynie na stanowiska pstrągów. Jednym słowem: po brzegu łazić ciężko, wodą jeszcze gorzej. Ale jakoś musimy sobie radzić. Każdy wędkarz łowiący pstrągi wie jak płochliwe są te ryby. Szczególnie „potokowce” żyjące w dzikich rzekach północnej Polski, gdzie nie są przyzwyczajone do tysięcy odnóży dumnie kroczących każdego dnia po ich kryjówkach. Łowiąc np. na Sanie zawsze mam wątpliwości, czy jest jeszcze w tej rzece kamień, którego nie dotknęła wędkarska stopa? Letnie rzeki na północy nie oferują swoim mieszkańcom zbyt wielkiego wyboru jeśli chodzi o potencjalne kryjówki. Jak już wiemy, woda robi się głęboka, a przy tym koryta rzek prawie w całości pokrywa roślinność wodna. Pstrągi zwykle stoją w cieniu falujących pod powierzchnią warkoczy. Jednak gdy zaczynają żerować na opadających na powierzchnię wody owadach, wówczas przenoszą się najczęściej w podpowierzchniowe warstwy wody i stoją niekiedy w kilku – kilkunasto-centymetreowym prześwicie pomiędzy roślinami i powierzchnią. Mają doskonałe pole obserwacji. Także wszelkiego rodzaju falowanie wody, wywołane np. naszym mało ostrożnym poruszaniem się w korycie rzeki, jest przez nie natychmiast wychwytywane. To powoduje, iż stają się niesłychanie płochliwe. W „normalnych” warunkach „potokowce” zalegające w swoich przydennych kryjówkach dzieli od powierzchni cała głębokość koryta. Także ich pole widzenia jest w normalnych warunkach znacznie bardziej ograniczone. Latem nie raz i nie dwa, po moim nieostrożnym kroku widziałem fale pozostawiane na powierzchni rzeczki przez grzbiety czmychających w popłochu pstrągali. Woda wyglądała na pozornie martwą, ale jeden nieostrożny ruch pokazał jakie „kabany” potrafią się czaić tuż pod jej powierzchnią! Inne charakterystyczne stanowiska zajmowane przez pstrągi latem na odcinkach łąkowych to rynienki wolne od zielska. Nawet na najbardziej gęstym „polu ryżowym” znajdziemy takie miejsca. Najczęściej znajdują się one na zakrętach, przy zewnętrznym stromym brzegu. Czasami takie miejsca powstają pomiędzy widocznymi na powierzchni łanami moczarki. Nawet kilkanaście centymetrów wolnych od zielska może stanowić i najczęściej stanowi (!!!) znakomitą pstrągową miejscówkę.

Wiem, że to co piszę brzmi raczej jak poradnik dla miłośników sierpa i kosy „Brzeszczot”, a w najlepszym wypadku jak opis idealnej wody do zasiedlenia w niej amurów. Sorry, już nigdy Wasze wyobrażenie letniego łowiska pstrągowego nie będzie takie jak kiedyś. Już nic nie będzie takie jak kiedyś … Dotyczy to też pory naszych łowów. Pstrągi w łąkach potrafią brać o najbardziej „niepstrągowych” porach dnia. Pamiętam jak na sam koniec ubiegłorocznego sezonu pstrągowego postanowiłem zerwać się złóżka o jakiejś zupełnie niecywilizowanej godzinie i nad rzeką znalazłem się o wschodzie słońca. Zwykle nawet o tej porze nie miałem problemów ze złowieniem tam kilku – kilkunastu ryb. A tymczasem … „kicha”! Dno i wodorosty! Zero zbierających ryb, zero wymuszonych wyjść do suchej, zero brań na lekką nimfę. Co zrobić? Trzeba zmienić miejsce. Jadę nad inną wodę. Powtórka z rozrywki. Wreszcie, gdy słońce pali już niemiłosiernie na sierpniowym bezchmurnym niebie, ląduję nad trzecią już tego dnia rzeką. I tu się dopiero zaczęło! Ktoś rozsądnie stwierdzi, że tam gdzie łowiłem wcześniej nie było ryb. No cóż, dokładnie tego samego dnia, tyle że po mnie, odwiedzili je moi Koledzy. I zaprawdę powiadam Wam, że pięknie sobie wśród łanów trzcin i atakujących ich wściekle gzów połowili! Oczywiście niezmiennie moimi faworytami jeśli idzie o czas połowów pozostaje świt i zmierzch, ale rodzaj pokarmu pobieranego o tej porze roku przez pstrągi z powierzchni rzeki powoduje, że żerują one czasem nawet w największą spiekotę. Koniki polne, żuki czy insze chrabąszcze nie znają pojęcia rójki i nie czekają z wpadaniem do wody do wieczora. Z jednej strony szkoda, bo wieczór daje nam bardziej komfortowe warunki łowienia (wreszcie spiekota staje się mniej dokuczliwa), ale z drugiej strony znakomicie wydłuża nam to czas łowienia i zamiast trzepać w domu dywany możemy spędzić ten czas na trzepaniu wody sznurem muchowym. Właśnie. Słowo „trzepać” oddaje poniekąd strategię łowienia. Latem nie musimy wałęsać się po wodzie w poszukiwaniu „zbiorów”. Oczywiście nikomu tego nie bronię. Jednak sposób odżywiania się pstrągów i rodzaj pobieranego pokarmu powodują, iż możemy liczyć na „podniesienie” żerującej ryby, nawet jeśli nie zbiera ona aktualnie wściekle owadów z powierzchni wody. Jako zwolennik teorii, iż streamer i tylko streamer działa na zmysł agresji pstrąga, nie chciałem uwierzyć w takie działanie suchej muchy. Do czasu zanim uświadomiony przez jednego z moich Kolegów nie spróbowałem. Oczywiście zaraz dorobiłem sobie do tego teorię, iż łowione „na ślepo” (bez wcześniejszych oznak żerowania) ryby jednak jakiś tam pokarm pobierały, ale fakt pozostaje faktem! Pstrągi wyskakiwały jak z katapulty do wielkiej imitacji konika polnego lądującej z hukiem na powierzchni rzeczki. Właśnie, że nie przesadzam! Mucha ma pierdyknąć o wodę z siłą kamienia! Dziwne, ale delikatna fala spowodowana naszym nieostrożnym krokiem powoduje panikę wśród „potokowców”, zaś gejzer spowodowany przez naszą „muszkę” działa na pstrągi jak płachta na byka! Zero delikatnego sadzania muchy, zero finezji… Nie wiem jak one to robią, ale z drugiej strony taka sama falka powodowane chlapnięciem sznura o wodę równa się zerowym braniom na przynajmniej kilkunastu metrach rzeki. Nie zamierzam dywagować dlaczego tak się dzieje. Zwyczajnie musimy to zaakceptować. „Where Eagle Dare” to tytuł słynnej zekranizowanej później książki Alistaira McLeana, oraz czadowego kawałka legendarnej brytyjskiej grupy heavy metal „Iron Maiden”. „Tylko dla orłów” to także chyba najlepsza charakterystyka, kto może mierzyć się z letnimi „potokowcami”. Zdaję sobie sprawę, że (celowo) nie wyczerpałem tematu, ale pomimo wszystko – łamcie dzioby „Orły”!

Zdjęcia: Jacek Krzewski

Tekst: Przemek Lisowski

Zawody Odwołane

W związku z realnym zagrożeniem epidemiologicznym zarażenia wirusem COVID-19 (koronawirus), informujemy że zawody „Pstrąg Supraśli” zaplanowane na 21-22 marca 2020 r. oraz  XXXX „Pstrąg Hańczy” Memoriał im. Krzysztofa Szerszenowicza zaplanowane na 24-26 kwietnia 2020 r. zostają odwołane.

Z wędkarskimi Pozdrowieniami „WODOM CZEŚĆ”

Zarząd Salmo Clubu Białystok

Trzy razy i na emeryturę. VIII Mistrzostwa Polski w Wiązaniu Sztucznych Much

Wszystko zaczęło się 16 lat temu. Mateusz Grygoruk i jego demoniczny brat Jędrzej wymyślili Mistrzostwa Okręgu w Wiązaniu sztucznych Much. W Zarządzie Okręgu , w wąskim gronie, przy herbacie . Te same mistrzostwa odbyły się 29.02 tego roku ale w lekko rozbudowanej formie, a do tego w randze VIII Mistrzostw Polski w Wiązaniu Sztucznych Much . Około setki ludzi, 18 zawodników w kategorii głównej, wielu innych „krętaczy” w pozostałych kategoriach . Kilka prelekcji, dyskusja, kilka prezentacji , dwie uroczyste kolacje a przede wszystkim mnóstwo przyjaźni i dobrej zabawy skupionej wokół tego , co jest nieodzownym elementem wędkarstwa muchowego – sztucznych much.

Co roku zwiększa się poziom w kategorii głównej – profesjonalista. Co roku staramy się aby nasza komisja sędziowska składała się z samych ekspertów . Tym razem nasze grono oceniających , oprócz Huberta Janeczka, Igora Glindy i Grzegorza Łoszewskiego zasilili  Wojciech Węglarski i Adam Sikora. Czy można wymarzyć sobie lepszych sędziów ?  Wielkie pochwały należą się też startującym we wszystkich kategoriach tj. profesjonalista, extreme, sympatyk . Szczególnie pierwsza grupa budzi najwięcej emocji. Tak było i tym razem. System pucharowy jest bezlitosny i na początku , po pierwszej rundzie musiało odpaść 8 zawodników. Ich grono zawężało się coraz bardziej by w końcu, w finale stanęli naprzeciw dwaj doświadczeni w boju weterani . Michał Wierzbicki (Mistrz 2019) i Marek Imierski (dwukrotny Mistrz 2016 i 2018). Piękny finał, przy aplauzie publiczności , poprowadził Marka do trzeciego w historii zwycięstwa.  Dostał wraz z nagrodą przepustkę na emeryturę i obowiązek szkolenia najmłodszych w następnej edycji .

Wykład Anny Skurskiej pozwolił wszystkim na chwilę refleksji i łez , bo problem wędkarstwa w polskiej rodzinie jest tematem wciąż żywym . Dyskusja Węglarski & Janeczek odbyła się w ogromnym zainteresowaniu, z reguły rozbawionej publiczności . Beczółka miodu od przedstawicieli ze Śląska rozgrzała atmosferę wieczornych dyskusji i tak można by pisać bez końca .

Całkiem na poważnie chciałbym w imieniu organizatorów podziękować wszystkim sponsorom. Bez Was impreza nie miałaby takiego rozmachu i tak wspaniałych nagród dla zwycięzców . Chciałbym też podziękować naszemu Zarządowi Okręgu Białystok za bezwarunkowe wsparcie w organizacji imprezy. Tak, uwierzcie , nasz Zarząd Okręgu jest wyjątkowy i warto to podkreślać. Oczywiście największe podziękowania należą się uczestnikom, którzy często wbrew zdrowemu rozsądkowi jadą na drugi koniec Polski , żeby być z nami. Bez Was nie ma imprezy . Dzięki, dzięki , dzięki  i zapraszamy za rok.

Pstrąg Supraśli 2020 Zawody z cyklu Grand Prix

Termin zawodów: 21-22.03.2020 rok

Miejsce zawodów: rzeka Supraśl, Sokołda

Uczestnicy: członkowie PZW Okręgu w Białymstoku z opłaconymi składkami na 2020 r.

Przebieg zawodów: dwuturowe

Metoda połowu: muchowe

Organizator: Salmo Club Białystok, Koło „Okoń” Białystok

    Zbiórka uczestników

21.03.2020 do godz. 9.00 – Wiata „Kopna Góra”

Zgłoszenia imienne do dnia 16.03.2020 r  przyjmuje organizator: sms – tel.:784 589 611

Program zawodów – sobota 21-03-2020 – I tura

  • do godz.  9.00  –  zbiórka uczestników – wiata Kopna Góra
  • godz.    9.00 – 10.00   – rejestracja, uroczyste otwarcie zawodów
  • godz.  10.00 – 11.00   – dojazd do łowiska
  • godz.  11.00 – 16.00   – czas połowu ryb – I tura
  • do godz. 16.30 – czas zgłoszenia ryb I tury – (mms)

Program zawodów – niedziela 22-03-2020 – II tura

  • do godz. 13.00  – czas wędkowania
  • do godz. 14.00 – zgłoszenie złowionych ryb ryb – wiata Kopna Góra
  • od godz. 14.00 – ognisko wędkarskie – Koło PZW „Okoń”, praca komisji sędziowskiej
  • godz. 14.30- podsumowanie wyników, uhonorowanie zwycięzców, zakończenie.
 

Zawody rozgrywane zgodnie z Zasadami Organizacji  Sportu Wędkarskiego PZW. Wymiar pstrąga potokowego : 30 cm, zawody na „żywej rybie”. Ryby zaliczone do punktacji : zdjęcie na miarce z potwierdzoną datą i godziną.

Organizator i Sędzia Główny: Jerzy Łucki

XVI Edycja Zawodów „Otwarte Mistrzostwa Salmo Clubu w Białymstoku w Kręceniu Sztucznych Much”

Szanowni Państwo , to najważniejszy komunikat zawodów. Przewodniczący składu sędziowskiego zaproponował , przy aprobacie reszty organizatorów, następujące wzory much na Mistrzostwa :

 

Iron Blue Dun Spider

  • haczyk-#14
  • nić-czerwona
  • końcówka-z nici wiodącej
  • tułowik-siersć kreta naturalna
  • jeżynka-szara (kura,łyska,jakiekolwiek miękkie piórko w szarym kolorze)

Greenwell`s Glory Dry Fly

  • haczyk-#12
  • nic-żółta
  • ogonek -brązowy
  • tułowik-żółty jedwab
  • przewijka-złoty drucik lub owalna lameta
  • skrzydełka-lotki krzyżówki
  • jeżynka-brązowa lub greenwell(brązowy badger z czarnym środkiem)

Aleksandra wet fly

  • haczyk-#8 do mokrej
  • ogonek-czerwone pasma lotki,sterówki,okrywy (gęś,indyk,łabędź)
  • tulowik-srebrna,płaska lameta
  • owijka-srebrny drut lub owalna lameta
  • skrzydełka-pasma mieczowego pióra pawia
  • policzki-jak ogonek
  • jeżynka-czarna kura

March Brown Dry Fly

  • haczyk-#10
  • ogonek-bronze mallard
  • tułowik-sierść zająca
  • przewijka-żółty jedwab
  • skrzydełka-lotki kury bażanta
  • jeżynka-brązowy kogut,przed nim grzbietowe kuropatwy

I na finał Muddler Minnow

  • haczyk-#4 o przedłużonym trzonku
  • ogonek-pasma sterówek/lotek indyka
  • tułowik-złota,płaska lameta
  • przewijka-złoty drucik lub owalna lameta
  • skrzydełka-peczek sierści z ogona wiewiórki (szarej),na to pasma ze
  • sterówek/lotek indyka
  • głowa-muddler z siersci sarny lub jelenia

Są to wszystko muchy niezwykłe, oddające piękno i elegancję hobby jakim się zajmujemy . Jakże dalekie od zabójczo skutecznych ale nie mających nic wspólnego z muchami , „parkinsonów” i innych gumowych szkarad.

Jak zwykle oceniamy zgodność z receptą,dobór haczyka,proporcje,estetykę i ogólny wizerunek muchy. Decyzje sędziów nie podlegają dyskusji, zmianie czy jakiejkolwiek weryfikacji-są ostateczne. W przypadku równej ilości punktów głos decydujący ma szef składu sędziowskiego.

Nasi sędziowie to :

Hubert Janeczek – przewodniczący
Igor Glinda
Grzegorz Łoszewski

oraz Jerzy Łucki (sekretarz w komisji sędziowskiej)

Nasze zawody to przede wszystkim dobra zabawa i realizowanie się we wspólnej pasji . Uczciwość, koleżeńska rywalizacja i dobry humor stawiamy na pierwszym miejscu. Nie znaczy to, że surowa ocena sędziowska pozbawiona jest profesjonalizmu i bezlitośnej krytyki wykonanych much. Koniec końców , mamy wyłonić Mistrza Polski na rok 2020.

Serdecznie zapraszamy !!!

Otwarte Mistrzostwa Salmo Clubu w Białymstoku w Kręceniu Sztucznych Much

Szanowni Krętacze

Członkowie „Salmo Clubu” w Białymstoku oraz Zarząd Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Białymstoku serdecznie zapraszają na XVI edycję zawodów „Otwarte Mistrzostwa Salmo Clubu w Białymstoku w Kręceniu Sztucznych Much”, będące jednocześnie VIII Edycją Mistrzostw Polski w Kręceniu Sztucznych Much,  które odbędą się w dniach 28.02-1.03..2020 r. w Ośrodku „Pięć Dębów” w Supraślu!!!

W tym roku, podobnie jak podczas wielu poprzednich edycji, postanowiliśmy połączyć zawody w wykonywaniu sztucznych much z doskonałą zabawą dla całych rodzin. Choć nie ukrywamy, iż z każdym rokiem staramy się, aby zawody były zorganizowane w sposób jeszcze bardziej profesjonalny .

W zawodach może wystartować KAŻDY – bezpłatnie, kto chce spróbować swoich sił i dobrze się bawić  podczas kręcenia much. Zapraszamy również osoby, które jeszcze nigdy nie wykonywały sztucznych much, a chciałyby spróbować zmierzyć się z tym wyzwaniem! To właśnie dla nowych adeptów sztuki wiązania sztucznych  much stworzyliśmy kategorię SYMPATYK odbywającą się pod okiem bardziej doświadczonych krętaczy. W tym roku również nie zabraknie warsztatów. . Głównym założeniem imprezy, oprócz wyłonienia Mistrza Polski na rok 2020 jest propagowanie pięknego hobby jakim jest wędkarstwo muchowe i wszelkie jego aspekty.

W kategorii PROFESJONALISTA – ONE ON ONE  startują osoby, które chciałyby zmierzyć się z najlepszymi „krętaczami” z POLSKI, a także ŚWIATA . Każdy z uczestników powinien posiadać WŁASNE narzędzia oraz materiały do wykonywania much. W tym roku kręcimy muchy piękne. Najpiękniejsze, zdaniem naszego guru- Huberta Janeczka, w swojej kategorii.   Komunikat w sprawie wzorów ukaże się po 15 stycznia.

Tradycyjnie kręcimy w  kategorii EXTREME . Kto się nie boi , niech siada za imadłem.

W kategorii PROFESJONALISTA – ONE ON ONE  kręcimy muchy piękne na początku po coraz piękniejsze bliżej finału. Formuła ONE ON ONE to pojedynek, po którego kolejnej rundzie odpada jeden z zawodników w parze (coś jak w Turnieju Czterech Skoczni 😉 ). Na koniec pozostaje dwóch najlepszych, którzy kręcą muchę finałową. Jakie to będą muchy zawodnicy dowiedzą się po 15 stycznia  tego roku. . Zapewniamy, że muchy dobrane zostaną tak, aby każdy kręcący miał odpowiednie materiały w podstawowym zestawie krętacza. Ważny jest nie tylko czas kręcenia, ale wygląd muchy oraz proporcje, powtarzalność i estetyka wykonania.  Komisja sędziowska składać się będzie z samych profesjonalistów, pomimo tego pamiętajmy, że to ciągle zabawa. Niech nikt się nie boi wystartować.

Zwycięzca tej kategorii otrzyma tytuł MISTRZA POLSKI w kręceniu sztucznych much na rok 2020, przepiękny puchar stworzony przez Piotra Zieleniaka i wspaniałe nagrody ufundowane , przez naszych sponsorów.

W kategorii SYMPATYK wkręcamy żółtodziobów w kolorowy świat piór, sierści i nici. Będzie się kurzyć.

Tu głównym kryterium oceny będzie zaangażowanie w tworzenie przynęty i sama chęć bycia krętaczem.

Zwycięzcy wszystkich kategorii otrzymają atrakcyjne nagrody i dyplomy. Sponsorzy jak zwykle nie zawiodą.

Jak będzie wyglądać impreza ? Czytajcie poniżej.

Piątek 28.02

Wieczorem –  impreza otwierająca turniej. To moment zapisów zawodników. Zameldowania w pokojach. To moment kiedy wyjaśniamy wszelkie pytania startujących, to moment kiedy gadamy do późnych godzin o rybach, muchach , planach wędkarskich .  To też moment na godny posiłek i kufel piwa. W tym roku nie gramy hucznie w piątek, bo prawda jest taka , że wszyscy chcą się nagadać.

Sobota 29.02

Program dla Zawodników i Juniorów

9.00 – 10.00  – śniadanie

10.00 – 11.00 – omówienie przebiegu zawodów, organizacja stanowisk , losowanie par.

11.00 -14.00 – Warsztaty muchowe. Prezentacje .

11.00- 14.00 – W tym czasie odbędzie się konkurs wiązania węzłów wędkarskich

14.00 -15.00 obiad

15.00 – 19.00 – zawody w kategorii PROFESJONALISTA , SYMPATYK, EXTREME

15.00 – 19.00 – Prezentacje wypraw wędkarskich muchowych. Świat jest tak wielki a

zarazem tak  mały. Mega ciekawa część imprezy.

15.00-19.00 To też Goście specjalni. Igor Kiebiec zaprezentuje kunszt malarski najwyższej

Klasy. Świetny wędkarz, kompan a zarazem uznany na Białorusi artysta. Maluje bajecznie.

Dr hab. n. med. Anna Skurska przedstawi problem współczesnej rodziny wędkarskiej

20.00 – ogłoszenie wyników i biesiada z grillem pod wiatami na świeżym powietrzu. D’J’

daje czadu.

Program dla pięknych Pań i zwiewnych Panien.

10.00-11.00 poranna kawka lub soczek

11.00-14.00 wyprawa i warsztaty w fabryce kosmetyków naturalnych. Sprawdzone i

polubione w latach ubiegłych

14.00-15.00 Obiad

15.00-19.00 Udział w wykładach, warsztatach , zawodach.

Niedziela 1 marca

8.00 – 9.00 – śniadanie

Powrót do domów lub wędkowanie 😉

Dla wszystkich, którzy zapragnęliby zmierzyć się z naszymi Monster Trałtami z podlaskich rzek, mamy na niedzielę darmowe licencje.

Jak to kosztuje ? Ano tak :

Staramy się jak co roku aby opłaty pokryły koszty organizacji imprezy i to nas w pełni satysfakcjonuje. Nie pragniem ni srebra ni złota ino porządku.

Koszt udziału w imprezie przedstawia się następująco:

–     startowe (osoby dorosłe) – 240,00 zł/os. (w cenę wliczone są: impreza otwarcia , obiad 29 lutego , grill wieczorny 29 lutego,  wszystkie atrakcje dla dorosłych, całodzienny bufet kawowy oraz alkoholowy (w wyznaczonych godzinach) dla Pań i Panów.

–     startowe (młodzież do lat 12-tu) – 130,00 zł/os. (w cenę wliczone są: bufet dziecięcy na imprezie rozpoczęcia,  obiad i  wieczorny grill 29 lutego, wszystkie atrakcje dla dzieci i młodzieży, całodzienny bufet z sokami i colą jak również drinkami z wody gazowanej 😉

–     koszt noclegu 80,00 zł/os. dorosłą i 40,00 zł/os do lat 12,w cenę wliczone jest śniadanie. Dzieci śpią na dostawkach  bo miejsc mamy ograniczoną ilość!!!

–  zawodnicy mają pierwszeństwo przy rezerwacji pokoi w naszym Hotelu .

– w razie braku miejsc w naszym Hotelu, będziemy umieszczać Gości w obiektach sąsiednich

– Hotel zapełniamy na maxa. Niech nikogo nie zdziwi nocleg na dostawce.

Zwiedzanie terenu zawodów w dniu 29 lutego (sobota) dla osób trzecich jest bezpłatne.

Prosimy o jak najszybsze dokonywanie rezerwacji pod numerem tel. 607 567 673 – Tomasz Skurski („Squra”),  lub mailowo: piecdebow@o2.pl

Opłaty dokonujemy , po wcześniejszym potwierdzeniu ,   na numer konta:  ING 75 1050 1823 1000 0022 4107 9652  Dopisek: „XVI MwKM”  imię i nazwisko oraz adres ( KONIECZNIE !!!!)

W razie pytań :

Kontakt do Organizatorów:

Tomasz Skurski tel. 607567673 lub e-mail: piecdebow@o2.pl

Przemysław Lisowski, tel. 501009110 lub e-mail: lisowski.przemyslaw@interia.pl

Zapraszamy !!!

Tu zobaczycie jak było w latach ubiegłych

Zebranie sprawozdawcze „Salmo Clubu” w Białymstoku za 2019 rok

Jak każdego roku, także i tym razem zbliżający się jego koniec oznaczał tylko jedno – spotkanie Członków „Salmo Clubu” w Białymstoku celem Walnego Zebrania. Dnia 3-go grudnia 2019 roku 17-tu klubowiczów stawiło się w nowiutkiej, klimatyzowanej, pachnącej farbą i rybami siedzibie Zarządu Okręgu PZW w Białymstoku przy ul. R. Traugutta 18, aby uczestniczyć w zebraniu, które w tym roku miało charakter sprawozdawczy. Klub zrzesza aktualnie 28-miu Członków, więc osiągnięto wymagane kworum. Tytułem „usprawiedliwienia” niektórych nieobecnych muszę tu dodać, iż sporo naszych Kolegów mieszka w znacznym oddaleniu od Białegostoku i Ich absencja była dla nas zupełnie zrozumiała. Nasze spotkanie zaszczycili też Prezes ZO PZW w Białymstoku, Darek Dziemianowicz (nasz Honorowy Członek!) i V-ce Prezes ZO PZW w Białymstoku ds. Sportu, Bogusław Kowalewski.

Pierwszym punktem spotkania było przyjęcie porządku Zebrania oraz odczytanie i przyjęcie protokołu z poprzedniego Walnego Zebrania „Salmo Clubu” w Białymstoku.

Następnie Skarbnik Klubu, Mariusz „Maniek” Szczepura przedstawił szczegóły związane z sytuacją finansową naszej organizacji, zarówno jako WKS-u jak i „Salmo Clubu” w Białymstoku. Jak co roku, tak i tym razem okazał się ona być bardzo dobra. Posiadamy środki zarówno na koncie bankowym jak i w „przepastnej kieszeni” naszego Skarbnika. To dobrze, bo w 2020 roku zapowiada sporo wydatków. Ale o tym za chwilę.

Kolejnym punktem było przedstawienie wyników rywalizacji sportowej w naszym Okręgu w dyscyplinie muchowej. Są one publikowane na stronie klubowej na bieżąco, więc osoby zainteresowane zapraszam do ich lektury. Dodam jedynie, iż zwycięzcy klasyfikacji Muchowego Grand Prix Okręgu za poprzedni sezon odebrali z rąk V-ce Prezesa ds. Sportu drobne upominki. Dziękujemy naszemu głównemu sponsorowi!!!

Prezes przedstawił podsumowanie naszej aktywności na polu zarybiania i ochrony wód górskich Okręgu. Sytuacja wygląda bardzo pozytywnie, gdyż bardzo niewielu z naszych Kolegów nie wypełniło zakładanego limitu akcji na rzecz Klubu i środowiska. Pieniążki zebrane z tytułu ekwiwalentu za brak udziału we wspomnianych akcjach przeznaczymy na zakup kolejnych foto-pułapek.

Pewne emocje wzbudził proponowany kalendarz imprez sportowych na rok 2020. Rozpoczynamy tradycyjnie, czyli od swoistego „trzęsienia ziemi”, którym są „Otwarte Mistrzostwa Salmo Clubu w Białymstoku w Wiązaniu Sztucznych Much”, a potem napięcie będzie już tylko rosło, sięgając zenitu podczas jesiennej imprezy na Wdzie. Szczegółowy kalendarz imprez klubowych znajdziecie Drodzy Czytelnicy w stosownej zakładce na tej stronie.

Podczas omawiania spraw różnych skoncentrowaliśmy się głównie na przypadającym w 2020 roku 40-tym już „Pstrągu Czarnej Hańczy”. Jednym z elementów uświetniających tą imprezę ma być odsłonięcie kolejnej już nad naszymi polskimi wodami rzeźby autorstwa Mistrza Piotra Zieleniaka. Przewidujemy też wiele innych atrakcji. W związku z tym tak bardzo ucieszyła nas dobra sytuacja finansowa Klubu…

Ostatnią poruszoną sprawą była zmiana nieco wiekowego już logo Klubu i utworzenie nowej strony internetowej. Obiema kwestiami ma zająć się nasz nowy, nieoceniony Kolega Janek „Behemothem” zwany… Na razie idzie Jemu tak sobie, ale trzymamy za słowo!

Dziękuję Kolegom, którzy się na Zebraniu pojawili. A jeszcze bardziej gronu, które zebranie kontynuowało w jednym z zaprzyjaźnionych lokali gastronomicznych „na mieście”. Zaś Ci, których nie było zebrali już op…., lub ich to spotka tradycyjnie już na pierwszej imprezie w 2020 roku J.

 

Przemek Lisowski

Walne Zebranie Członków Klubu

Zarząd „Salmo Clubu” w Białymstoku informuję, iż dnia 3-go grudnia 2019 o godzinie 18.00 wsiedzibie Zarządu Okręgu PZW w Białymstoku przy ulicy Romualda Traugutta 18 odbędzie sięWalne Zebranie Członków Klubu. Zabranie będzie miało charakter sprawozdawczy. Podczaszebrania zostanie omówiona działalność Klubu w 2019 roku i plany na rok 2020.Bardzo prosimy wszystkich Kolegów o przybycie.

Zarząd „Salmo Clubu” w Białymstoku