Odcinek „no kill” na rzece Płosce od dnia 01.01.2021

W lipcu br. wystąpiliśmy do Zarządu Okręgu PZW w Białymstoku z wnioskiem o utworzenie na rzece Płosce od mostu w Królowym Moście (na drodze Białystok – Bobrowniki) do mostu betonowego poniżej miejscowości Kołodno (droga do Supraśla) odcinka „no kill”. Wprowadzenie zakazu zabijania pstrągów potokowych i lipieni na wspomnianym fragmencie rzeki ma na celu poprawę pogłowia tych ryb na całej Płosce.

Jest nam niezmiernie miło poinformować, iż nasz wniosek spotkał się z pozytywnym przyjęciem i nowe zasady wędkowania będą obowiązywały już za kilka dni, od 01.01.2021 roku. W związku z powyższym umieściliśmy nad rzeką kilka tablic informacyjnych, a dalsze znajdą się na swoich miejscach w ciągu kilku najbliższych dni.

Niestety nie udało się przeforsować ustanowienia podobnego odcinka na rzece Słoi, ale nie składamy broni i ponownie wystąpimy ze stosownym pismem w 2021 roku.

Tarło 2020

Mamy w tym roku wyjątkowo piękną i ciepła „złotą polską jesień”, więc i tarło pstrągów potokowych na naszych podlaskich rzeczkach i strumieniach lekko się opóźniło. Prawdę powiedziawszy nawet nie liczyłem, że miłosne gody „potokowców” już się rozpoczęły, ale informacja od Jędrzeja „Krwawej Rency” postawiła nas do pionu! Trzeba jechać poznakować rzeki, wymienić stare tablice i powiesić tradycyjnie foto pułapki. W ostatnią sobotę 8-mego listopada ruszyliśmy małą, acz zwartą ekipą w stronę odległej o niemal 50 km od Białegostoku rzeki Łosośnej. Zgłosiliśmy komu trzeba naszą obecność w strefie przygranicznej i zabraliśmy się do roboty. Zdjęto stare tablice informujące o zakazie zabierania „potokowców” z podlaskich rzek w maju i czerwcu, zaś w ich miejsce umieściliśmy kilka nowych ostrzegających o czających się gdzieś w krzakach foto pułapkach…. Bardzo budujące było to, że gniazda tarłowe i obecne na nich ryby dostrzegliśmy zarówno na dolnym jak i górnym odcinku rzeki, powyżej zbiornika w Kuźnicy Białostockiej. Na drugi ogień poszła Sokołda wraz z opływami. Od samej Sokółki w dół, aż po odcinek „no kill” poniżej Straży. Tu także stwierdziliśmy sporo gniazd tarłowych i całkiem przyzwoitych wielkościowo ryb. Często w miejscach w których byśmy się ich zupełnie nie spodziewali! Podczas gdy my czepialiśmy się po drzewach umieszczając na nich tablice i foto pułapki, Monia buszowała po nadbrzeżnych krzaczorach wybierając z nich małą masę śmieci. Zebrał się tego całkiem niezły wór!


Dodam tylko, że w tym samym czasie gdy my „walczyliśmy” na rzekach w okolicach Sokółki inni nasi Koledzy z „Salmo Clubu” w Białymstoku odwiedzili także inne wody zaliczone do Krainy Pstrąga i Lipienia naszego Okręgu PZW. Praktycznie na wszystkich stwierdziliśmy gniazda tarłowe pstrągów potokowych, co dobrze rokuje na przyszłe sezony. Pod warunkiem, że „zepniemy poślady” i przypilnujemy aby żadne osobniki rządne rybiego mięsa nam ryb nie ukradły!

Przemek Lisowski

Wyjazd, którego nie było.

Wcale nie jest prawdą, że tradycyjnie w tym roku udaliśmy się w Bory Tucholskie aby po raz 30-ty spotkać się nad majestatyczną Wdą. Muszę też zadać kłam tym pomówieniem, iż w naszej wspólnej eskapadzie udział wzięło aż 20 osób, bo przecież stanowiło by to złamanie wszelkich mądrych przepisów dotyczących zwalczania „czegośtam”… Ale i zdementować plotki, iż w wyjeździe udział wzięli wędkarze z Białegostoku, Czarnej Białostockiej, Giżycka (wszyscy Salmo Club w Białymstoku) oraz gościnnie jednostki płci obojga z Bytowa i Wejherowa. Nawet się mi to zgrabne kłamstewko zrymowało! Brnąc dalej w te godne ubolewania oszustwa…Nawet Wy Czytelnicy nie uwierzycie przecież, że wśród nas były cztery bohaterskie Panie i 16-tu, a jakże „dżentelmenów”. Organizator od wielu tygodni robił przecież wszystko by opędzić się od natrętnych potencjalnych uczestników, sprytnie mylił tropy, rozsyłał „fake newsy” i siał ogólny zamęt i ferment. Udało się! Tak jak już ustaliliśmy, nikt nie pojechał!

Nic nie łowiliśmy, bo przecież na Wdzie nie ma ryb. O czym donieśli nam uprzejmie zaprzyjaźnieni i życzliwi wędkarze z tych okolic. Zwłaszcza nie ma lipieni. I to takich miarowych, do 40-tu centymetrów. Zresztą jaki idiota by łowił na rzece w której nie ma ryb, nie będą przy okazji nad nią?

Ciężkie do zrealizowania. Nawet dla takich bohaterskich jednostek jak my. Lipienie zapewne chętnie by wychodziły do suchej muchy, zwłaszcza te miarowe. Ale jak wspomniałem nie ma ich we Wdzie. A, że i nas oczywiście nad nią nie było, więc są to czyste domysły i spekulacje. Mniejsze ryby, takie do 30-tu centymetrów pewnie by brały na nimfę. Gdyby w wodzie były i gdybyśmy my tam byli. W środkowym biegu Wdy, poniżej miejscowości Czarne, kilku naszych Kolegów pewnie by znakomicie połowiło na mokrą muchę… W górnym biegu piękna polska jesień zasypała by wodę złotymi liśćmi, ale te przecież też nie urosły na nadbrzeżnych olchach. Których też nie było. Może bobry je zeżarły…?

Jak każdego roku także warto by było napisać o naszych dokonaniach towarzyskich. Ale jak można spotkać się wieczorem razem skoro nie można? Przecież jako odpowiedzialne jednostki w życiu byśmy tak nieodpowiedzialnie nie postępowali! Tak więc wieczornych spotkań przy tatarze, flakach, smakowitych korycińskich serach, wędlinkach, czy (ahtung, ahtung!!!) risotto z raków a’la Saperski wcale nie było. I niech stanie się to naszą jakże chętnie kontynuowaną tradycją… Jednemu z nas z braku raków nawet spuchły oczy. Których nie ma…. To znaczy może i ma ale jak mu spuchły, to ich chyba nie było widać.

Nikt zupełnie nie słuchał muzyki. W pustych pokojach ośrodka „Mleczarz” hulał wiatr wyjąc tęsknie za swoimi ulubionymi gośćmi z Podlasia i „akalic”. Nikt nie tańczył, nikt nie zaliczył spektakularnego zakończenia imprezy przed czasem. Bo jak zakończyć coś, co się nawet nie zaczęło…

Szczęśliwie wszyscy powrócili do domów, których przecież nie opuszczali. Dlatego było im łatwiej i przyjemniej. Bo po co gdzieś wychodzić, jakieś ryby łowić, spotykać się ze znajomymi? Przecież można zaliczyć wszystkie te przyjemności „online” albo przy grochówce z rodziną. I tylko przemiły Właściciel naszej corocznej bazy zachodził w głowę skąd wzięło się tyle pustych flaszek po wodzie „wszelkiej mądrości”, skoro nikogo tam przez 3 dni nie było? Pewnie się tam teleportowały… Czego i Wam w przyszłym roku pod koniec października życzę.

Aha, zdjęcia towarzyszące temu artykułowi nie są prawdziwe. To zręczna kompilacja fotek wyciętych nożyczkami z ilustrowanej prasy wędkarskiej (głównie „Wiadomości Wędkarskie” z lat 80-tych bo wtedy to były ryby, a teraz ich nie ma) i wytworów Waszej chorej (wiadomo na co) wyobraźni.

Przemek Lisowski

Czyszczenie tarlisk Czarnej Hańczy – 2020

Ten rok jest inny niż wszystkie. Ten rok jest bardziej pop…ny niż wszystkie! A więc chwała tym z nas, którzy nie zwracając uwagi na zataczającą w narodzie coraz szersze kręgi panikę, postanowili zrobić coś wspólnie. W ostatnią sobotę, tj. 17 października siedmiu członków „Salmo Clubu” w Białymstoku plus niezawodna Monia, stawiło się przy moście w miejscowości Sernetki nad Czarną Hańczą aby wziąć udział w akcji czyszczenia tarlisk pstrąga potokowego. W poprzednich latach wykonaliśmy sześć tarlisk, ale jedno w tych miejsc zlokalizowane powyżej mostu w Głębokim Brodzie zostało zniesione przez wodę. A szkoda, bo tarły się tam największe ryby…

W związku z panującą sytuacją postanowiliśmy, że w tym roku nie będziemy budować kolejnych tarlisk, zajmiemy się natomiast poprawieniem tych wykonanych w latach ubiegłych. Tak więc na pierwszy ogień poszło to poniżej wspomnianego mostu w Sernetkach, a następnie kolejno w Tartaczysku, poniżej mostu we Frąckach, przy bazie PTTK w tej miejscowości i wreszcie koło naszej ulubionej sauny (która nie jedno widziała ). Podczas gdy sześciu z nas pastwiło się za pomocą grabi nad rzecznym dnem, ja z Monią przywoziliśmy w wybrane miejsca całe sterty kamieni, za pomocą których wzmocniliśmy czoła wybranych tarlisk. W sumie do Czarnej Hańczy trafiło kilkaset kilogramów zebranych na okolicznych polach kamieni. Ile setek kilogramów zielska zostało
wygrabionych z miejsc tarliskowych nie wiem, ale zapewniam Was że było tego sporo.


Po kilku godzinach wytężonej pracy dzień zakończyliśmy przy tradycyjnym ognisku. Były kiełbaski, smalczyk, ogórasy które wyszły spod ręki Moni, marynowane grzybki i dla wybrańców nie prowadzących aut znalazło się też coś mocniejszego…


Podziękowania dla Moni, Koli, Przeźroczystego, Kwadrata, Goryla, Ajgora, Jarka. Z powodów rodzinnych w ostatniej chwili nie mógł dojechać Generał (trzymaj się Mareczku!). Ja też jakąś tam małą cegiełkę do całej akcji dołożyłem. O czym uprzejmie donoszę. Szkoda, że tradycyjnie nie pojawił się nikt spoza Klubu, ale do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Przemek Lisowski

Suchą stopą Sasza szedł

Temat suszy powoli zaczyna przebijać się przez tematy poświęcone COVID, na pewno w ciągu kilku miesięcy zrobi się bardzo palącą (!) kwestią – bo ta katastrofa dzieje się dosłownie na naszych oczach. Takich zdjęć jak te przedstawiające rzekę Supraśl niedaleko Michałowa, będzie co raz więcej, tak samo jak deklaracji polityków.

W rządowym programie małej retencji do zgarnięcia jest nawet 100 tys złotych – do tej pory zgłoszono jedynie około 1000 wniosków – Minister jest zawiedziony tak małą ilością, ale tajemnicą poliszynela jest, że kasa z tej puli poszła na walkę z epidemią, a rolnicy dostają 10% zaliczkę a na resztę mają czekać.

Trzeba liczyć na bobry ;P

JK